Lubię moje bohaterki

O przygotowaniu do ról, sympatii do swoich bohaterek i roli teatru mówiła Joanna Woś na spotkaniu ze słuchaczami w festiwalowej kawiarence. Na spotkanie z nią do pensjonatu Sanato przyszło bardzo wiele osób.Pani Joanna znana z ze wspaniałych dramatycznych arii przyznała, że otrzymując propozycję nowego repertuaru bierze pod uwagę dwie rzeczy. - Ważne jest czy mój głos pozwala na zaśpiewanie tej partii, dbam by nie przekraczać pewnych granic i go nie nadwyrężyć. Dzięki temu udaje mi się zachować świeżość – wyjaśniała dodając, że dzisiaj młodzi śpiewacy często porywają się na partie do których nie dojrzeli. Po kilku latach czują się wypaleni, ale także nadwyrężają głos. Kiedy ja zaczynałam pracę zwracano na to uwagę, dzisiaj młody śpiewak jest jak sportowiec. Ma szybko osiągać wyniki bez względu na cenę jaką zapłaci jego organizm.

Śpiewaczka zdradziła też kulisy przygotowywania się do roli.

Jeśli gram postać historyczną szukam informacji o niej i robię to bardzo wnikliwie. Chcę poznać ją, jej motywację a także kontekst historyczny by wiedzieć jak interpretować tę rolę. Muszę też odpowiedzieć sobie na pytanie, co ja mogę dołożyć po przefiltrowaniu roli przez moją osobowość.

Radę by przede wszystkim lubiła swoje bohaterki dał jej Maciej Prus, gdy razem przygotowywali Marię Stuart. - Zastanawiałam się jak ją zagram, przecież ona była taka głupia. Ale za radą Maćka starałam się ją zrozumieć i zobaczyłam dziewczynę, która nie była wychowywana na królową a musiała się nią stać z dnia na dzień. Przesadzona do zupełnie obcego środowiska, w środek dworskich intryg kierowała się emocjami a nie rozumem, nie zdążyła odrobić lekcji i w rezultacie straciła życie.

Śpiewaczka jest obrończynią swych bohaterek. Lukrecję Borgię przedstawia jako ofiarę patrialchlanego systemu, który pozwalał rodzinie handlować dziewczyną wydając ja dwukrotnie za mąż, odbierając dziecko z pierwszego związku. W Annie Boleyn także nie widziała tylko ofiary czy zła wcielonego. - To kobieta z niższej klasy społecznej, bardzo odważna, z ambicjami, która ryzykując życie swoje i najbliższych zdecydowała się zagrać o najwyższą stawkę. Została drugą żoną Henryka VIII, ale jej unicestwienie od chwili rozpoczęcia intrygi trwało tylko miesiąc.

Jednak tą, która najbardziej ją poruszyła, to Blanche z ostatniego spektaklu „Tramwaj zwany pożądaniem”. - Nie jest to typowa opera, ale psychologicznie postać najciekawsza. Gdyby oceniać moje muzyczne dokonania to najważniejsze pod względem śpiewaczym były dla mnie role Łucji, Elwiry, Violetty, Marii Stuart czy Anny Boleny.

Śpiewaczka zapewnia, że za każdym razem, kiedy przystępuje do pracy nad operą, w której już śpiewała stara się zapomnieć wcześniejszą interpretację i wraz z reżyserem szuka nowych środków wyrazu. Zgadza się też na awangardowe interpretacje klasycznych dzieł, jeśli jest to konsekwentnie prowadzone. - Teatr musi poruszać, stawiać pytania, prowokować – przedstawiał swój punkt widzenia.

Joanna Woś w sobotnie popołudnie w sanatorium Marconi wykona najpiękniejsze arie, ale popisze się także wokalizami.

Lidia Cichocka, Echo Dnia

 

 Joanna Woś  Joanna Woś  Joanna Woś  Joanna Woś
 Joanna Woś  Joanna Woś   

 

b_150_100_16777215_00_images_JAMROZ2018_psb3.jpg